Księga Pamięci Pinkas przetłumaczona!

Dla wszystkich zainteresowanych historią naszego miasta. Znajdziesz tutaj wiele ciekawych informacji, rozmowy, zdjęcia...

Moderator: KaloNDM

Księga Pamięci Pinkas przetłumaczona!

Postprzez Zebżydowski » 24 Cze 2016, 05:43

Szukając dla Kalo w necie zdjęcia pewnego żydowskiego grobu natknąłem się na Księgę Pamięci Pinkas w języku angielskim.
Link tu: http://www.jewishgen.org/yizkor/Nowy_dw ... tml#TOC101
Zatem można to przetłumaczyć!
Może zajmiemy się tym? Potrzebni byli by ochotnicy do takiej roboty - zgłaszam się jako pierwszy :idea: :!:
Zdjęcia dla Kalo niestety nie znalazłem :(
Awatar użytkownika
Zebżydowski
Super Użytkownik
Super Użytkownik
 
Posty: 250
Rejestracja: 19 Lip 2011, 20:35

Re: Księga Pamięci Pinkas przetłumaczona!

Postprzez Zebżydowski » 24 Cze 2016, 05:53

Trzeba było by także sprawdzić czy takie nasze tłumaczenie nie narusza praw autorskich.
Awatar użytkownika
Zebżydowski
Super Użytkownik
Super Użytkownik
 
Posty: 250
Rejestracja: 19 Lip 2011, 20:35

Re: Księga Pamięci Pinkas przetłumaczona!

Postprzez januszg » 25 Cze 2016, 09:47

Przepraszam. To nie nowość. To tłumaczenie ukazywało sie systematycznie (poszczególne rozdziały) od 2 lat.
http://www.jewishgen.org/yizkor/Nowy_dw ... _dwor.html
januszg
Użytkownik
Użytkownik
 
Posty: 46
Rejestracja: 04 Sie 2012, 07:04

Re: Księga Pamięci Pinkas przetłumaczona!

Postprzez Zebżydowski » 26 Cze 2016, 08:19

OK, dzięki za info.
Pytanie czy możemy to przetłumaczyć na polski?
Awatar użytkownika
Zebżydowski
Super Użytkownik
Super Użytkownik
 
Posty: 250
Rejestracja: 19 Lip 2011, 20:35

Re: Księga Pamięci Pinkas przetłumaczona!

Postprzez Zebżydowski » 06 Mar 2017, 19:22

Zacząłem sobie tłumaczyć żydowski Pinkas Nowy Dwor.
Zaczynają mnie fascynować historie tam opisane. Niezwykły świat.
Wrzucam krótki kawałek o Narwi.

"Nad Narwią
Autor: Simkhe Pinkerem

Tam, gdzie Narew spotyka się z Wisłą, ale nigdy z Wisłą się nie łączy, utrzymując swój czarny pas oddzielający ją od spienionej białości Wisły – czyli tam gdzie moja pamięć wciąż wraca, przywołując letnie dni i pogodnych wesołych młodych ludzi.

Latem miejska młodzież zabawiała się nad brzegami Narwi, które tętniły życiem: spacerujący samotnie i w parach ludzie, grupowe wycieczki, zawody sportowe, a na samej rzece, kajaki i łodzie wiosłowe z różnych klubów sportowych. A masy ludzi, młodych i starych, stale przychodziły.

Niektórzy przychodzili by się wykąpać na koniec gorącego dnia, inni by odpocząć nad brzegiem rzeki. W piątki i soboty nad brzegiem Narwi pełno było Żydów. Ludzie siedzieli na trawie w pobliżu Kelera i niedaleko młyna Nokhema Neufelda i przy tartaku starego Zilbertala gdzie odbywały się zawody sportowe na piaszczystej łasze pomiędzy blokami drewna. A ludzie ciągle nadchodzili ...

Narew wpływała do Wisły, Wisła była biała, każdy widział niezwykłe zjawisko - czarny pas wód Narwi nigdy nie mieszał się z bielą Wisły. Widać było, że czarny pas ciągnie się kilometrami.

Tam spędziliśmy naszą młodość; tam pozostały nasze łzy"
Awatar użytkownika
Zebżydowski
Super Użytkownik
Super Użytkownik
 
Posty: 250
Rejestracja: 19 Lip 2011, 20:35

Re: Księga Pamięci Pinkas przetłumaczona!

Postprzez BURBUL » 07 Mar 2017, 06:22

Opisana została taka " mała ojczyzna ", dla mnie fajne klimaty. Co do nie mieszania się wód Wisły i Narwi, to prawda, chociaż nie każdy o tym wie. Najlepiej to widać z mostu na S7, szczególnie gdy Wisła pcha wodę o kolorze kawy z mlekiem :lol:
BURBUL
Maxi Użytkownik
Maxi Użytkownik
 
Posty: 446
Rejestracja: 04 Mar 2014, 08:50
Płeć: mężczyzna

Re: Księga Pamięci Pinkas przetłumaczona!

Postprzez Zebżydowski » 07 Mar 2017, 07:44

To "niemieszanie się" obu rzek widać chyba na zdjęciu poniżej.
Przyznam się, że mieszkałem w NDM 42 lata i nie dość że tego zjawiska nigdy nie widziałem, to jeszcze nie miałem o tym zielonego pojęcia :D

Image
Awatar użytkownika
Zebżydowski
Super Użytkownik
Super Użytkownik
 
Posty: 250
Rejestracja: 19 Lip 2011, 20:35

Re: Księga Pamięci Pinkas przetłumaczona!

Postprzez Zebżydowski » 07 Maj 2017, 06:53

Zacząłem współprace z Yizkor Book Project - będzie polska wersja Pinkas Nowy Dwor. Ludzie z Yizkor chcą by Księgi Pamięci były tłumaczone na inne języki, są już nawet gotowe polskie tłumaczenia Ksiąg Pamięci z niektórych miast w Polsce.
Pinkas urzeka - w dużej części są to wspomnienia ludzi żyjących niegdyś w NDM i kochających swe miasto. Jest tam ,mnóstwo szczegółowych informacji nie tylko o ówczesnych mieszkańcach wyznania mojżeszowego (ale jest trochę i o chrześcijańskich nowodworzanach), ale i o budynkach, placach, karczmach, targowiskach, obyczajach, świętach, są miejskie opowieści, historie zabawne i smutne. Słowem Nowy Dwór z okresu pomiędzy końcem wieku XIX a 1945 widziany żydowskimi oczyma.
A oto początek kilkustronicowych wspomnień:

Sztetł pomiędzy rzekami
Tam na drodze
Napisane przez: Dow Berisz Pierwszy, Tel Aviv

Jeśli przypadkowy gość lub turysta odwiedzający duże miasta trafiłby do Nowego Dworu, zauważyłby tylko dwie główne ulice z rynkiem pomiędzy nimi. Bardziej spostrzegawczy przyjezdny może zauważyłby również kilka budynków wojskowych, symetrycznie pobudowane koszary, a także rzekę graniczącą z miastem od prawej strony. Nic innego nie rzuciłoby mu się w oczy.

Ale my, mieszkańcy Nowego Dworu, którzy spędziliśmy tam najlepsze lata młodości widzieliśmy to miasto zupełnie inaczej. Chodźcie więc tam ze mną, wszyscy drodzy przyjaciele, nieliczni, którzy jeszcze pozostaliście, wy tułający się po świecie lub wy którzy już osiedliliście się w swoich nowych domach. Wróćcie tu z głęboką miłością i z wielką tęsknotą, które zabraliście ze sobą i niech one odświeżą wspomnienia o naszym starym szarym miasteczku, co odeszło dla nas Żydów na zawsze. Zróbmy sobie wyimaginowany spacer po naszym mieście i w jego okolicach.

*
Kiedyś przed nadejściem pociągu Kolei Nadwiślańskiej, który w ostatnich kilku latach przed Holokaustem zatrzymywał się w naszym mieście dziesięć razy dziennie, była droga łącząca nas z wielkim światem, a zwłaszcza z pobliską stolicą – Warszawą, i dalej łączyła się z innymi drogami.

Gdy zszedłeś z piaszczystych traktów miasta na szeroką ulicę Warszawską, po obu stronach obsadzoną wysokimi kasztanowcami, wyczuwałeś wraz z małym łykiem świeżego powietrza odmienność w zabudowie tej części miasta, będącą w istocie bramą do miasta stołecznego. Zaraz po prawej stronie rozciągał się długi, wysoki płot, który odgradzał piękny pachnący ogród, należący do parafialnego domu katolickiego księdza.
Awatar użytkownika
Zebżydowski
Super Użytkownik
Super Użytkownik
 
Posty: 250
Rejestracja: 19 Lip 2011, 20:35

Re: Księga Pamięci Pinkas przetłumaczona!

Postprzez Zebżydowski » 14 Maj 2017, 16:05

Kolejna porcja nowodworskich historii sprzed lat. I chociaż autorowi pamięć płata małe figle (opis wyglądu domu rabina Neufelda), to trzeba pamiętać, iż jego opowieść powstać musiała pomiędzy 1945 a 1964 a opisuje Nowy Dwór sprzed I Wojny światowej.
Stary, bardzo stary świat który odszedł na zawsze.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zaraz po prawej stronie rozciągał się długi, wysoki płot, który odgradzał piękny pachnący ogród, należący do parafialnego domu katolickiego księdza.

Naprzeciwko stały dwa budynki należące do spolszczonego kolonisty Niemca o nazwisku Lentz. W jednym z nich znajdowała się gospoda prowadzona przez Abramowicza, byłego pracownika fabryki fajansu Winogradowa. Tam młodzi ludzie, którzy zboczyli z prawomyślnej drogi wiary mojżeszowej, wpadali pograć w bilard i zjeść przy tym trochę wieprzowiny, by sprawdzić, czy uduszą się od tego natychmiast, czy jest to tylko grzech jak te wszystkie inne, za które trzeba będzie pokutować po śmierci. Drugi dom był ładnym jednopiętrowym budynkiem zbudowanym przed I Wojną Światową, w którym podczas okupacji niemieckiej mieścił się szpital miejski.

*
Gdy mówię o tych dawno minionych dniach z przeszłości, jeszcze sprzed I Wojny Światowej, gdy Nikołajka (pogardliwe przezwisko cara Mikołaja) wciąż był władcą całej Korony Polskiej, nie mogę pominąć małego wózka, w którym siedział kaleki człowiek. Był on częścią pejzażu ulicy Warszawskiej. Siedział on zawsze na samym końcu tej ulicy w pobliżu gospody Abramowicza w cieniu wysokiego rozłożystego kasztanowca, latem i zimą, od rana do późnych godzin wieczornych w małym kwadratowym okrytym szmatami drewnianym wózku. Ten chromy człowiek, kaleka, ze skręconą twarzą i pokrzywionymi palcami prosił przechodniów o pieniądze na zakup chleba. Kim był, skąd pochodził, co było przyczyną jego choroby - nikt nie wiedział. Każdego wieczoru można było zobaczyć jak stara kobieta pcha ten wózek w kierunku Piasków (biednej dzielnicy miasta).
Oto historia związana z tym kaleką; warto przypomnieć to zdarzenie. Zeznając w charakterze świadka, przypieczętował on los Dovida shoykhet’a. Dovid shoykhet był silnym, zdrowym mężczyzną, synem dobrze znanego w mieście Avigdora Melameda. Był to surowy Chasyd Gerer (chasydzka dynastia wywodząca się z Góry Kalwarii) i dodatkowo Koheyn (potomek klasy kapłańskiej). Miał żonę, dużo dzieci i był głównym shoykhet’em (rytualny rzeźnik) Nowego Dworu. Nagle pojawiły się pogłoski o jego niestosownym zachowaniu, zachowaniu nieprawidłowym nawet dla zwykłego młodego robotnika, nie mówiąc już o shoykhet’cie. Mówili, że ten człowiek o gorącej krwi zgrzeszył z kobietą nie-Żydówką. W mieście zawrzało. Co za skandal! Taki znakomity, prawy Żyd, shoykhet, Koheyn, a poszedł do prostytutki! Wokół sprawy narastał ferment a najważniejszym świadkiem, który widział i słyszał wszystko osobiście był w rzeczy samej ten kaleka z wózka. Społeczność żydowska zwolniła Dovida ze stanowiska shoykhet’a, który w wielkiej niesławie musiał wyjechać za granicę z całą swoją rodziną.

*
Kontynuujmy dalej nasz spacer wzdłuż drogi. Za dwoma budynkami należącymi do Lentza był pusty plac, obniżony teren, który należał do składu drewna Itshe Meyer Hirshbeyna. Plac ten zamieniał się w dość ładne jeziorko, gdy Narew wylewała na wiosnę.

Idąc dalej, po tej samej stronie drogi znajdował się pół-piętrowy drewniany budynek mieszczący pocztę. Żydowskie matki stały tam w godzinach porannych, z biciem serca czekając na starego listonosza Piotrkowskiego, by sprawdzić czy nie ma listu od ich dzieci zza morza. Żydowscy chłopcy przychodzili tu grupami odebrać Hatsifirah ("Syrena", gazeta hebrajska) czy nawet Fraynd ("Przyjaciel", gazeta w jidysz) z odległego Sankt Petersburga, a w drodze powrotnej do miasta dyskutowali o najnowszych wiadomościach politycznych, prowadzili debaty, wysuwając nowe interpretacje artykułów autorstwa Nokhema Sokołowa.

Na drugiej stronie ulicy, po prawej stronie na uboczu, pośród pachnących drzew akacji stał niewielki kamienny dom, który okrągłymi kamiennymi filarami bardzo przypominał mały opuszczony pałac książęcy. W tym domu z dala od żydowskiej części miasta mieszkał i przewodniczył Żydom rabin Nowego Dworu, Ruven Yehuda Neufeld.

Dlaczego nasz rabin nie osiadł w części miasta, gdzie zdecydowanie przeważali Żydzi, w pobliżu besmedreshu (domu nauki także używanego do modłów) i mykwy (łaźni rytualnej), jak było to w zwyczaju rabina z małego miasta, i jak było to we wszystkich innych miasteczkach żydowskich na polskiej prowincji? Żydzi Nowego Dworu tego nie rozumieli i po cichu narzekali, szczególnie późnymi lodowatymi nocami zimowymi, gdy wracali do domu po długiej rabinicznej sesji sądowej, martwiąc się, że napotkają pijanego rosyjskiego żołnierza na zupełnie pustej drodze, lub nawet wtedy, gdy słyszeli skowyczenie rozwścieczonego psa dobiegające z pobliskich chrześcijańskich domów.
Z perspektywy czasu oraz przez wzgląd na osobowość rabina, który stał się jedną z najwybitniejszych postaci religijnego żydostwa w Polsce, wydaje się uzasadnione to, że powinien on poszukiwać właśnie takiego cichego miejsca. Ten człowiek o arystokratycznych manierach potrzebował spokojnego domu, w którym mógł kontynuować studia religijne. Także rebitsn [żona rabina] z pewnością odgrywała w tym pewną rolę. Chciała prowadzić swoje gospodarstwo domowe tak, jak to było robione w domu jej bogatego ojca, kontrahenta Reba Moyshego Yekla Blata.

Dom rabina wyznaczał faktyczny koniec żydowskiego Nowego Dworu po tej stronie miasta. Dalej Żydzi już nie mieszkali. Ale że chcemy zobaczyć wszystko w naszym mieście, będziemy kontynuować spacer po tej drodze aż do najodleglejszych peryferii.
Awatar użytkownika
Zebżydowski
Super Użytkownik
Super Użytkownik
 
Posty: 250
Rejestracja: 19 Lip 2011, 20:35

Re: Księga Pamięci Pinkas przetłumaczona!

Postprzez Zebżydowski » 22 Maj 2017, 13:01

Nie wiedziałem, że Winogradow produkował nie fajans, a porcelanę i że miał największy zakład produkcji porcelany w Polsce :) We wspomnieniach wiele rzeczy zachowuje się jako te naj, chyba.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dom rabina wyznaczał faktyczny koniec żydowskiego Nowego Dworu po tej stronie miasta. Dalej Żydzi już nie mieszkali. Ale że chcemy zobaczyć wszystko w naszym mieście, będziemy kontynuować spacer po tej drodze aż do najodleglejszych peryferii.

Zaraz za domem rabina po tej samej stronie ulicy, w pięknym ogrodzie kwiatowym, stał jednopiętrowy dom z przeszklonymi, wielobarwnymi werandami. Dom wyglądał jak wakacyjna willa wybudowana dla kogoś wysokiego urodzenia z wielkiego miasta, który szukał w Nowym Dworze wytchnienia w cieniu drzew wśród kwiatów po ciężkim hulaszczym życiu. Przez pewien czas mieszkali tu po I wojnie światowej syn rabina, dobrze znany późniejszy działacz społeczny, Nokhem Neufeld i jego śliczna żona Khanke Zilbertal.

Tuż obok domu, w małym ogródku, stał wysoki krzyż zwrócony ku drodze, jakby ochroniał swą świętością wszystkich, którzy tędy przechodzili. Tutaj powinniśmy opowiedzieć o niezwykłym zdarzeniu z udziałem krzyża, które zasiało wśród nowodworskich Żydów strach. Oto co się stało.

Miejscowi chrześcijanie pod przewodnictwem swojego proboszcza postanowili zastąpić stary krzyż nowym. Pewnego dnia nowy krzyż został postawiony z wielką ceremonią z licznym udziałem chrześcijańskich kobiet. Na krzyżu wisiała mała lśniąca figurka Jezusa, który w słońcu zdawał się być pokryty złotem. Kilka dni później kilkoro pobożnych katolików z oddaniem klęczących przed krzyżem podniosło oczy i wtedy okazało się, że Jezus zniknął. Rozległy się głosy potężnego protestu. Takie świętokradztwo! I znaleźli się wśród chrześcijan tacy, którzy rozpowszechniali plotkę, że była to robota Żydów, którzy Jezusa ukradli.

Pamiętajmy, że był to czas, gdy polski antysemityzm pod dowództwem Romana Dmowskiego, inicjatora bojkotu antyżydowskiego, zatruwał umysły masy Polaków. Tak więc społeczność żydowska była przerażona fałszywym oskarżeniem, a "w mieście Nowy Dwor wszystko było w rozterce" (Ta hebrajska fraza jest przytoczona jako cytat ze Biblii, księga Estery 3:15).

Ale, jak to jest napisane (Psalm 121: 4) "Bóg Izraela nie śpi", i policja znalazła sprawcę w przeciągu kilku dni. A kto to był? Dobry katolik, jeden z tych, którzy byli odpowiedzialni za wzniesienie krzyża z pozłacanym Jezusem. Wydaje się, że był on pewien, że to czyste złoto i nie mógł oprzeć się pokusie. A Żydzi cieszyli się zupełnie tak, jak w Purim, gdy Haman został pokonany.

*

Za miejscem, gdzie znajdował się krzyż, zaczynała się tzw. przemysłowa cześć miasta. Tuż za krzyżem stał długi, szarawy płot, zasłaniający fabrykę porcelany Winogradowa. Była to największa fabryka porcelany w Polsce, a założycielem był litewski Żyd, o słowiańsko brzmiącym nazwisku Winogradow. Właściciel mieszkał na stałe w Warszawie, a w fabryce przez wiele lat nie zatrudniano żydowskich pracowników. Ale w ciągu ostatnich kilku lat przed II wojną światową, po przejęciu fabryki przez Michała, który był synem właściciela, robotnicy żydowscy uzyskali tam wreszcie dostęp do pracy, natomiast fabryka stała się w mieście ważnym miejscem zatrudnienia dla Żydów.

Ten sam Michał, po tym jak przeżył hitlerowskie obozy śmierci, wrócił do miasta i ponownie przejął fabrykę. Wkrótce został zamordowany w swoim domu przez miejscowych bandytów.
Awatar użytkownika
Zebżydowski
Super Użytkownik
Super Użytkownik
 
Posty: 250
Rejestracja: 19 Lip 2011, 20:35

Re: Księga Pamięci Pinkas przetłumaczona!

Postprzez Zebżydowski » 28 Maj 2017, 19:02

Ostatnie część spaceru po Nowym Dworze jakim autor zapamiętał go najpewniej z przełomu wieków XIX i XX. Lasek gdzie gromadzili się miejscowi rewolucjoniści znajdował się chyba na Dębince? A może to Księża Góra? Autor każe skręcać za szlabanem w prawo by dostać się do tego lasku, ale na prawo żadnego lasku nie było :)
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ten sam Michał, po tym jak przeżył hitlerowskie obozy śmierci, wrócił do miasta i ponownie przejął fabrykę. Wkrótce został zamordowany w swoim domu przez miejscowych bandytów.

Po drugiej stronie ulicy stał młyn Vakhtera. Shloyme Zalmen Vakhter niegdyś był woźnicą w Warszawie, a stał się bogaty po uzyskaniu patentu na używanie gumowych, zamiast żelaznych kół do wozów. Wtedy kupił duży dom w Warszawie, a pod koniec XIX stulecia wybudował w Nowym Dworze nowoczesny młyn parowy z najnowszymi urządzeniami, które sprowadził z Niemiec. On sam pozostawał w Warszawie, gdzie dalej prowadził swój przewozowy interes, i chociaż sam nie był już woźnicą, miał dużą grupę młodych woźniców, płacących mu za wynajem jego wozów.

Ten Reb Shloyme był paskudnym człowiekiem, który odganiał wszystkich miastowych Żydów, wałęsających się wokół młyna i usiłujących załapać się tam na dniówkę. Natomiast referent młyna często wychodził, aby się z nimi spotkać. Był to szczery, serdeczny Żyd z piękną białą brodą i niewinnymi niebieskimi oczami. I był to mój ojciec, Reb Yisroel Khaim, niech spoczywa w pokoju - prawdziwy szef młyna, który doskonale znał się na zbożu i mące. Ten wytworny, uczony człowiek, żarliwy Gerer Chasyd, często musiał znosić brutalne obelgi słowne właściciela, prostackiego nuworysza.

Chociaż młyn znajdował się w nieżydowskim końcu miasta i nie zatrudniano tam Żydów, z wyjątkiem referenta, był swojego rodzaju wyspą żydowskiego życia. Przez cały dzień można było tam zobaczyć Żydów. Niektórzy przychodzili robić interesy, kupując kilka pudów (pud = 16.4 kg) mąki po dobrej cenie, albo przynosili zboże na sprzedaż lub do zmielenia. Niektórzy przybywali bez specjalnego powodu, odbywając okazyjną przejażdżkę na chłopskiej furmance, która przywoziła do młyna żyto lub pszenicę, i próbowali wywęszyć, co się w młynie dzieje.

Byli też ludzie, którzy wpadali do młyna, bo chcieli usłyszeć wiadomości ze świata. Odwiedzali referenta w jego biurze, wypijali kilka szklanek gorącej herbaty, przeglądali gazetę i ucinali pogawędkę o polityce. W tym czasie Reb Yisroel Khaim opowiadał trochę o naukach żydowskich, snując chasydzkie historie okraszone tu i ówdzie żartem. A wszystko to działo się z prawdziwą żydowską życzliwością, przeplatane westchnieniami i jękami oraz zawołaniami: "niech się stanie wola Boga", wypowiadane z wielką wiarą, że Bóg pomoże, a Żydzi zostaną wyzwoleni z rąk cara.

Ale jednego dnia w tygodniu atmosfera świętości w młynie znikała. Było to wtedy, gdy z Warszawy zajeżdżał Reb Shloymele Zalmen, aby sprawdzić, co się robi w "jego" młynie i rozliczyć tydzień z referentem. W takich dniach Żydzi z miasta trzymali się z dala, bojąc się paskudnego, bogatego człowieka z Warszawy.

Jak przemiana Reb Shloyme Zalmena ze zwykłego woźnicy furmanek w zamożnego człowieka była nienaturalnie nagła, tak nienaturalnie nagła była jego śmierć. Zaskoczyła Żydów, którzy obijali się przy młynie, chociaż oczywiście często widzieli, że nic nie może przeciwstawić się woli Bożej, a pieniądze nie mogą ocalić człowieka od śmierci.

A stało się to w letnie popołudnie, podczas gdy Reb Shloyme Zalmen siedział w szerokim fotelu stojącym w jego książęcym mieszkaniu jego własnego czteropiętrowego domu na ulicy Towarowej. Nagle zauważył dym wydobywający się z budynku, gdzie przechowywane były nowe wozy o gumowych kołach. Wybuchła panika. Pożar! A Reb Shloyme Zalmen, który był gwałtownym i lekkomyślnym człowiekiem, wyskoczył jak z procy i pobiegł, aby ratować jeden ze swoich cennych wozów. Gryzący dym uderzył go w twarz i Reb Shloyme Zalmen padł trupem na miejscu.

Kiedy tego letniego popołudnia smutne wieści dotarły do jego referenta Reb Yisroela Khaima, wydał on głębokie westchnienie i ze łzami w oczach wyszeptał: "Błogosławiony niech będzie sprawiedliwy sąd" (tradycyjnie mówiono tak po usłyszeniu o czyjejś śmierci). Takie było zachowanie Żydów tamtych czasów; kłócili się, cierpieli zniewagi i przekleństwa od kogoś, ale w ostatecznym rozrachunku, były westchnienia, łzy oraz " Błogosławiony niech będzie sprawiedliwy sąd”.

*

Najbliższym sąsiadem młyna - jak powiadali "ścianą w ścianę" - był browar należący do starszego człowieka Bitnera. Właściciele byli bardzo bliskimi sąsiadami, ale mieli zupełnie odmienne charaktery. Młyn był prowadzony w żydowskim stylu, zawsze głośny i pełen ruchu, a w fabryce piwa czuć było niemiecki porządek - ten klimat pracy, który przyniósł ze sobą z okolic Poznania nieżydowski właściciel browaru.
W młynie bramy wjazdowe były otwarte przez cały dzień, jakby to był plac publiczny. U Bitnera bramy były zawsze zamknięte, a jeśli chciało się wejść na dziedziniec, trzeba było pociągnąć długą linkę, która prowadziła do dzwonka znajdującego się w pokoju stróża. Był nim wysoki, gruby chrześcijanin z długim blond wąsikiem i przebiegłymi oczami. W międzyczasie, zanim stróż zdążył odpowiedzieć na dzwonek, już dało się słyszeć ujadanie czteronożnego strażnika, dobrze odżywionego buldoga, który zawzięcie szarpał się na łańcuchu jakby miał być najważniejszy w całym browarze.

Gdy w bramie pojawiał się Żyd w długim chałacie, pies po prostu szalał skacząc i ciągnąc łańcuch, jakby miał jakiś atak. Szef, stary Bitner, był niczym strażnik i pies. Podobnie jego nikczemni synowie, którzy później podążyli drogą ojca, robiąc legalne i nielegalne interesy z Żydami, i tylko z Żydami, jednocześnie nie mogąc znieść nawet patrzenia na nich.

*

Dalej po obu stronach drogi znajdowały się koszary z czerwonej cegły, które swoim imponującym wyglądem i masywną konstrukcją przydawały naszemu miastu dostojeństwa. Gdyś się zbliżył, toś mógł zobaczyć pośród budynków z czerwonej cegły hangar w kształcie półksiężyca, który wywołał wielką ciekawość u przechodniów. Od czasu do czasu można było zobaczyć ludzi wyciągających z niego duży, okrągły balon na gorące powietrze z gondolą, w której siedziało trzech lub czterech obserwatorów, a potem patrzeć, jak powoli wznoszą się w niebo.

Ten hangar w kształcie półksiężyca mieścił wojskowy oddział balonowy, który na kilka lat przed I wojną światową został zamieniony w oddział lotniczy armii rosyjskiej. Mieszkańcy naszego małego miasteczka byli już wtedy dobrze obeznani z tymi sprytnymi maszynami, które same się wznoszą i latają po niebie.

*

Ulica ta była też najbardziej popularnym miejscem na spacery, które wieczorami lubili odbywać młodzi ludzie. Niektórzy dochodzili do młyna, niektórzy do szlabanu na końcu miasta, a jeszcze inni – zakochane pary chodzące po niebie - wykraczali poza szlaban na tej szerokiej drodze wijącej się kilometrami, która kończyła się hałaśliwym zamętem stołecznego miasta.

W letnie sobotnie popołudnia na ulicy czuć było szabatowy nastrój. Połowa miasta, ubrana w najlepsze stroje, wyruszała na długi spacer, aby trochę poruszać się po obfitym szabatowym posiłku. Zaraz po zjedzeniu pożywnego czulentu (tradycyjny posiłek szabasowy) rodzice pogrążali się w głębokim śnie, by odpocząć po trudach tygodniowej pracy lub po prostu zdrzemnąć się, a młodzież udawała się na spacer. Niektórzy zabierali ze sobą do czytania książkę lub gazetę, inni chodzili z nadzieją spotkania dziewczyny, z którą to spacer nie byłby mile widziany w miejscu publicznym.

Po minięciu szlabanu skręcali nieco w prawo i wchodzili w pobliski lasek, który był właściwym celem tych spacerów. Tam, w sosnowym zagajniku, oddawali się "temu, co sprawia, że świat się kręci", aby zasmakować raju na ziemi.

Tam mogłeś też usłyszeć gorące dyskusje polityczne o wszystkim na tym świecie. Tam, lata przed obaleniem cara, były wydawane wyroki śmierci dla Nikołajki; Tam zostało przepowiedziane, że car musi odejść.

W głębi tego lasku dało się słyszeć szept słów, tak (wówczas) przerażających jak: "strajk", "rewolucja", "Bund". Głębiej, w jeszcze bardziej zacienionym miejscu, można było zobaczyć chłopca jak wyciągał zabronione odezwy, dotyczące wyrównania rachunków z całym światem. Na co dzień był on służącym u szewca w Warszawie, a do domu przyjeżdżał w szabat. Jak mówił Tevye (literacka postać ze „Skrzypka na dachu”, oryginalnie „Dzieje Tewje mleczarza”) z powieści Sholema Aleichema: "Mówił przeciw Bogu i Jego pomazańcowi i o rozerwaniu ich więzi".

Młodzieniec ten otaczał się grupą ludzi, a zgromadzeni wytężali słuch i pożerali każde jego słowo. Co działo się na warszawskich giełdach pracy, jak Borekh Shulman rzucił bombę na komisariacie policji nr 8, i więcej podobnych takich właśnie strasznych historii sprawiających, że włosy stawały dęba.

Były też inne grupy młodzieży, bliższe klasie średniej, gromadzące się wokół ludzi z wiadomościami o szerokim świecie, ale ich historie miały więcej wspólnego z żydowskością niż z szerokim światem, a przypadkowy słuchacz usłyszałby także słowa nie mniej straszne w tamtym czasie, jak "Szekel", "Kongres", "Uganda" i "Dr. Hertzl" (wszystko to związane z ruchem syjonistycznym).

*

Zaraz za koszarami ulicę przecinały tory kolei Nadwiślańskiej. Co kilka godzin kursował pociąg z Warszawy do Mławy ku granicy państwa, zatrzymujący się w Nowym Dworze lub Modlinie, by wysadzić kilku pasażerów na tych dwóch stacjach kolejowych. Tam, gdzie droga została podzielona przez lśniące szyny kolejowe, przy szlabanie stał dom woźnicy. Był on bardzo wyraźnym znakiem granicy miasta.
Awatar użytkownika
Zebżydowski
Super Użytkownik
Super Użytkownik
 
Posty: 250
Rejestracja: 19 Lip 2011, 20:35

Re: Księga Pamięci Pinkas przetłumaczona!

Postprzez Zebżydowski » 31 Maj 2017, 05:07

Tu już można poczytać:

http://www.jewishgen.org/Yizkor/Nowy_Dw ... Dworp.html

Materiałów będzie przybywać sukcesywnie.
Awatar użytkownika
Zebżydowski
Super Użytkownik
Super Użytkownik
 
Posty: 250
Rejestracja: 19 Lip 2011, 20:35

Re: Księga Pamięci Pinkas przetłumaczona!

Postprzez Zebżydowski » 05 Cze 2017, 14:47

Wokół nowodworskiego rynku

Miasto Nowy Dwór jest jak wyspa, położone pomiędzy Narwią i Wisłą. Mówiło się, że grunt, na którym miasto stało w dawnych czasach, również zalany był wodą, ale Narew cofnęła się i na tak powstałym lądzie wyrosła osada. Ludzie - niektórzy biedni, inni bogaci – osiedlali się i żyli tam przez pokolenia pod różnymi rządami.

Niekiedy Narew wzbierała ponad brzegi, zalewając miasto i zmiatając nisko położone domy, powodując przy tym ogromne zniszczenia. Ale gdy tylko woda opadła, ludzie naprawiali i odbudowywali swoje domostwa, wiodąc dalej normalne życie. Warunki te kształtowały upartych, nieugiętych Żydów, którzy wiedzieli, jak radzić sobie we wszelkiego rodzaju kłopotach.

Mój ojciec, człowiek uczony, który więcej czasu spędził na studiowaniu ksiąg niż przy pracy, opowiadał mi, jak miasto ucierpiało także od pożarów. Gdy był dzieckiem, Nowy Dwór został doszczętnie spalony w pożarze, ale ludzie z uporem odbudowali miasto a Żydzi dalej żyli w nim po swojemu.

Na przestrzeni pokoleń Żydzi wiedli życie w małych biednych domach. Mimo prześladowań podczas każdej wojny, gdy musieli opuszczać swoje domy i żyć na łasce "Joint ’a" [American Jewish Joint Relief Committee], wracali do Nowego Dworu i z powrotem żyli po swojemu. Pracowali, prowadzili swoje interesy, studiowali Torę, a wszystkie różne grupy – uczeni, chasydzi, świeccy, wolnomyśliciele – wiedli swoje życie w ramach jednej społeczności żydowskiej.

Rynek odgrywał kluczową rolę w zarabianiu na życie. Przychodzili tam kupować żołnierze z pobliskiej twierdzy. W tygodniu były dni handlowe, a raz w miesiącu targ. Chłopi z okolicznych wsi przyjeżdżali załadowanymi furmankami, więc wszyscy sklepikarze i rzemieślnicy byli w tych dniach zajęci.

Kobiety i dziewczęta, oprócz zakupów na rynku, wyprawiały się do okolicznych wiosek, by poszukać okazji, bo tam mogły sprawdzić kupowanego kurczaka, powąchać masła i innych produktów mlecznych. Mogły też potargować się o ceny, by w końcu dobić targu. Używając własnego wdzięku, mogły kupić coś na swój użytek lub do dalszej odsprzedaży.

Wśród furmanek na rynku można było zawsze zobaczyć handlarzy zbożem: Mojsze Borka Guzika, Herszla Kashemakhera, Fraymana, Opatowskiego i Abrahama Gapa. Każdy z nich miał swój własny sposób prowadzenia interesu, zgodny ze swoim sposobem życia. Mojsze Borek był chasydem, oddanym uczonym, który studiował księgi tak głośno, że słychać go było na drugim końcu ulicy; z tego powodu był ubogim człowiekiem. W przeciwieństwie do niego Herszl Kashemakher był słabym uczonym, odmawiającym w pośpiechu modlitwy i myślącym tylko o pieniądzach; więc był on bogaty.

Żydowscy właściciele sklepików i rzemieślnicy zjeżdżali na targ z całego regionu, aby sprzedawać swoje towary i wyroby. Zabierali ze sobą swoich młodszych uczniów i czeladników. Przybywali już w nocy, by zdobyć miejsce i odpowiednio wcześniej rozłożyć swoje towary. Dochodziło do bójek o prawo do zajmowania dobrych miejsc na targowisku. Każdy chwalił się swoim rzemiosłem i jakością towaru, a ludzie z jednego miasta wyśmiewali się z tych z drugiego miasta. Wszystko to działo się w atmosferze wzajemnego ofukiwania się i przekleństw.

W zimie ludzie spoza miasta rozpalali dla ogrzania się ogniska, a rankiem robili krótkie przerwy w besmedresh [domu studiów również wykorzystywanego do modlitw], pożyczając od miejscowych szale modlitewne i filakterie (pudełeczka z ustępami Tory. Byli oni w stanie zakończyć swoje modlitwy jeszcze przed otwarciem rynku.

Dzień targowy był zawsze pracowity i hałaśliwy. Na rynku stały konie i furmanki z przywiązanym do nich bydłem, a wśród tych wozów przechodzili ludzie z krowami lub świniami na sznurze. W ślad za nimi podążali różni żebracy przystrojeni kolorowymi koralikami i błyszczącymi krzyżami oraz chrześcijańskie kobiety z koszami pełnymi kurcząt i jaj. Dookoła słychać było nawoływania do kupna i sprzedaży, muczenie krów, rżenie koni, kwiki świń, a od sklepów i straganów okrzyki przywołujące klientów.

Tak zaczynał się dzień. I później – jak zazwyczaj - było targowanie się, przybijanie rąk na znak dobicia targu, podnoszenie i opuszczanie cen. Pod koniec dnia wszyscy chłopi spoza miasta chodzili do żydowskich szynków, by upić się i trochę sobie pofolgować.

W Nowym Dworze i okolicach żyli Rosjanie, Polacy i Niemcy, ale tylko Żydzi prowadzili gospody. Chcę tu wspomnieć niektórych z nich, prowadzących interes wokół rynku.

Abraham Kohn był pobożnym chasydzkim Żydem, który miał czarną brodę, ale nie miał pejsów, bo to nie było dobre dla interesu. W szabat ubierał się w jedwabny kaftan i aksamitny kapelusz. Na co dzień zawsze był gotowy pomóc komuś niskooprocentowaną pożyczką.

Dovid Ezraim miał monopol i dobry interes sprzedając wódkę. Był to nowoczesny chasyd z małą bródką, jak wymagały tego ówczesne czasy.

Itshe Meyer Safir był karczmarzem w starym stylu, bardzo religijnym, pomarszczonym chasydem, który zawsze rozczesywał palcami swoją splątaną brodę.

Na rogu w pobliżu sprzedawców tanich gotowych ubrań, stolarzy, szewców i krawców znajdowała się gospoda Pesakha Izbetsesa Vermusa. Był ojcem mocnych, silnych dzieci. Jego ładne, dobrze ubrane córki prowadziły ten interes. Dzieci wcale nie przypominały swojego drobnego ojca z małą blond bródką.

Przy rynku od strony ulicy Zakroczymskiej w budynku należącym do Chaima Złotykamienia miał swój interes Heniek Tik. Był to zupełnie inny typ karczmarza, prowadzącego gospodę we współpracy ze swoją wiekową matką, bardzo pobożną kobietą, oraz z ich trzecim partnerem - kotem. Jako przyjaciel Heńka byłem świadkiem kłótni między nim a matką. Pochodzili oni z dwóch różnych światów. Matka zawsze mi się skarżyła, że jej syn nie robi tego, co potrzebne dla ich interesu i że nie zachowuje się jak trzeba. Z jej punktu widzenia miała rację; wszystko było zaniedbane. Kot, trzeci partner w interesie, robił, co chciał, gdzie chciał, jadał razem z nimi.

Ale Heniek miał swój własny sposób działania. Każdego dnia przyjaciele i znajomi wpadali do gospody – rozmawiali tam, dyskutowali i dobrze się bawili. Ci, którzy mieli czas, spędzali tam cały dzień, a Heniek szczęśliwy i uśmiechnięty obsługiwał ich wszystkich.

Wszystkie te gospody były miejscami żydowskiego życia, gdzie ludzie prowadzili życie towarzyskie - przy rynku i wokół rynku, na ulicach i drogach naszego Nowego Dworu, miasta między dwiema rzekami.

Awatar użytkownika
Zebżydowski
Super Użytkownik
Super Użytkownik
 
Posty: 250
Rejestracja: 19 Lip 2011, 20:35

Re: Księga Pamięci Pinkas przetłumaczona!

Postprzez Zebżydowski » 20 Lip 2017, 08:43

I kolejna historia. Jej dalszy ciąg już niebawem

U Mojego dziadka w Nowym Dworze
Autor: Yankev Litman, New Jersey
Przetłumaczone przez Miriam Leberstein

Moja matka Khane, najstarsza córka Reb [zwrot grzecznościowy] Avrahama Zaltsmana, często śpiewała smutną ludową piosenkę w jidysz:

Lata dzieciństwa jeszcze nie zapomniane
Nadal słyszę ich dźwięki

Kiedy wracam pamięcią do mojego dzieciństwa, widzę niekończące się obrazy Nowego Dworu, miasta mojej matki. Przez całe lato biegałem tam boso i beztrosko po ulicach i dróżkach, wokół ulicznych straganów i wozów na rynku, między sklepami przy Warszawskiej i Zakroczymskiej. Biegałem wokół sklepów rzeźniczych w pobliżu magistratu, po dziedzińcu besmesdreshu [dom nauki używany także do modłów] i synagogi blisko pompy na Piaskach, gdzie kaczki kąpały się w błotnistych kałużach. A także po ogrodach miejskich po drugiej stronie ulicy od białego kościoła katolickiego, po piasku na drodze do cmentarza, wokół koszarów usytuowanych po obu stronach drogi. Przecinały ją tory, którymi na stację wjeżdżały pociągi. Biegałem wokół teatru Junkera i tej ulicy z kanałem, co prowadził do Narwi, również wokół budek strażników na rynku, skrajem miasta z drogą do Modlina. Nie było takiego miejsca w Nowym Dworze, do którego nie zabrałyby mnie moje młode nogi, bo to miasto było dla mnie bardzo interesujące, dużo ciekawsze niż Warszawa, gdzie mieszkałem i chodziłem w butach ze skóry patentowej, trzymając się ręki mojej mamy.

W Nowym Dworze mogłem hasać od drzwi do drzwi, nawet boso, mogłem wetknąć swój wśibski nos do tych wszystkich sklepów wielobranżowych przy ulicy Zakroczymskiej i rzeźniczych, gdzie ogromne wątroby wisiały nad drzwiami i gdzie mogłeś zobaczyć rzeźnika dzierżącego swój ostry tasak nad kawałkami mięsa i kości.

W Nowym Dworze było wiele rzeczy, które mogłem robić: usiąść blisko perforowanego blaszanego okna aresztu w magistracie i podsłuchać rozmów „mieszkańców” tego więzienia. Mogłem wsadzić bose nogi w błoto drogi na Piaskach, na którą to kobiety zręcznym ruchem wylewały pomyje albo gonić cielęta na dziedzińcu Zaydenberga. Zajrzeć do kotlarza, szewca, rymarza zszywającego skóry na buty, a w piątek rano zajrzeć do shoykhet’a [rzeźnika rytualnego], by upewnić się, że oprawia kurczaki zgodnie z prawem religijnym.

Nie zaniechałem, Boże uchowaj, odwiedzania renomowanych krawców, cywilnych i wojskowych, czy sklepu z chlebem w piekarni Zakariaha, Fayvisha Shokorana, a zwłaszcza Shmerla Vaynshtoka, gdzie miałam specjalne przywileje rodzinne. Byłem dość częstym gościem w warsztatach Hishe Shmuklera, w których kierownikiem był mój wuj Noakh i gdzie bez pytania mogłem robić wszystko, co chciałem. Pewnego razu dostałem się do warsztatu przez okno i kiedy Zalmen Shmukler powrócił w swoich polerowanych butach ze spotkania z klientami w Modlinie, zobaczył mnie, uśmiechnął się pytając: "Więc znów tu jesteś?"
Awatar użytkownika
Zebżydowski
Super Użytkownik
Super Użytkownik
 
Posty: 250
Rejestracja: 19 Lip 2011, 20:35


Wróć do Nowy Dwór Mazowiecki - Historia

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: fk78 oraz 1 gość